O nas Hogarthian Artykuły Warsztat Miejsca Wyjazdy Galerie Linki
     
 

 

Nasze miejsca nurkowe - Wraki Bałtyku - Wraki Archipelagu Wysp Alandzkich  

Tekst: Aleksandra Stępień, Tomasz Żabierek
Zdjęcia: Tomasz Żabierek


Bałtyk jest morzem o niespotykanym zróżnicowaniu. Jego południowe wybrzeże, przy którym leżą kraje europy środkowo-wschodniej w niczym nie jest podobne do północnego, skalistego wybrzeża Skandynawii.

Leżące na Morzu Bałtyckim u wejścia do Zatoki Botnickiej Wyspy Alandzkie znajdują się wokół 60 st szerokości północnej i 20 st długości wschodniej. W linii prostej do stolicy Alandów Mariehamn jest 870 km z Warszawy, 926 km z Berlina, 1590 km z Zurichu, 8100 km z Hong Kongu, czy 10830 km z Rio de Janeiro. Jest to jedna z najbardziej wysuniętych na północ części Morza Bałtyckiego. Nazywane są Perłą Bałtyku ( Östersjöns pärla ) albo Wyspą Pokoju ( Frendes öar ) a przez wielu, tak mniej oficjalnie „Wyspami Szczęścia”, lub „Krainą Tysiąca Wysp”. Dla nas, tak jak dla większości nurków mogły by być nazwane „Nurkowym Rajem”

Wyspy Alandzkie są rozrzucone pomiędzy Szwecją a Finlandią. Z 6500 wysp zamieszkanych jest jedynie 100 największych. Choć politycznie Alandy należą do Finlandii, to ich mieszkańcy zawsze silnie podkreślali swoją niezależność i autonomię. Liczebność wysp sprawia, że Alandy są jednym z trudniejszych nawigacyjnie miejsc na świecie. Mimo to od czasów starożytnych są naturalnym szlakiem żeglugowym łączącym Szwecję z Finlandią, co powoduje, że liczba wraków leżących na dnie morza wydaje się być niezliczona. Do dziś znanych jest ponad 50 wraków. Trzeba również wiedzieć, że na początku XX wieku, Alandy dysponowały największą handlową flotą żaglową na świecie, a rejsy do odległej Australii nie były rzadkością. Wspomnieniem tego jest stojący do dziś w porcie Mariehamn S/S Pommeran - ostatni żaglowiec z tej wspaniałej floty.

Od strony nurkowej Wyspy Alandzkie mają kilka charakterystycznych cech. Pierwsza z nich to niestety zakaz nurkowania. Każde nurkowanie wymaga uzyskania pozwolenia od lokalnych władz, dlatego wskazane jest korzystanie z lokalnych baz nurkowych. Wybór jest dość ograniczony, ponieważ w Mariehamm znajduje się jedynie jedna, Oxygene Aland . Jest za to profesjonalnie przygotowana i zapewnia zaplecze tak nurkowe jak i socjalne. Kolejna, tym razem pozytywną cechą Wysp Alandzkich jest właśnie to, że nurkowania odbywają się wśród wysp.

Z tego powodu, w odróżnieniu od południowej części Bałtyku, warunki pogodowe w większości nie są w stanie uniemożliwić nurkowania, ponieważ jedynie przy niektórych kierunkach wiatru powstająca fala staje się nieprzyjemna. Choć na większych głębokościach widoczność zazwyczaj jest bardzo dobra, to jednak nurkowanie czasami może być utrudnione. Niektóre wraki, w szczególności spoczywające na niedużej głębokości, znajdują się w pobliżu linii promowych i widoczność znacząco spada po rozpoczęciu ruchu promowego. Fakt ten należy uwzględnić planując nurkowania.

Nurkowania, jakie można wykonać w Archipelagu Wysp Alandzkich charakteryzują się bardzo zróżnicowanym stopniem trudności, zależnym od głębokości, dostępności wraku oraz panującej na nim przejrzystości wody. Można powiedzieć, że nurek na każdy poziomie rozwoju począwszy od OWD aż do Trimiksu, znajdzie miejsce odpowiednie dla siebie. Przyjrzyjmy się więc pokrótce najbardziej popularnym z nich.



Pierwszym wrakiem, od którego można rozpocząć nurkowania jest S/S Plus. Była to jednostka bardzo podobna do stojącego w porcie S/S Pommeran (nieznacznie krótsza i posiadająca o jeden maszt mniej, ale konstrukcyjnie bardzo zbliżona), krótka wycieczka umożliwia nam więc dobre zapoznanie się z tym, co zobaczymy pod wodą. Ten trzymasztowy żaglowiec zbudowany w 1885r. w stoczni Blohm & Voss w Hamburgu z numerem budowy 46, miał stalowy kadłub o wymiarach 69x11x6.2 metrów oraz 1230NRT. Wodowany został 30 października 1885 roku dla F. Laeisz'a z Hamburga. Po wielu perypetiach docelowo w 1925, został nabyty przez mieszkającego w Mariehamn armatora Hugo Lundqvist'a. Fińskie pomiary opisały go wymiarami 71x10.8x6.22m oraz 1174 NRT. W listopadzie 1933 roku S/S Plus wyruszył w rejs do Londynu, gdzie po rozładunku czekał na pomyślny wiatr, by wrócić na święta do domu, na Alandy. Ale listopad 1933 roku, był inny niż zazwyczaj. Zamiast silnego wiatru panowała cisza. Zniecierpliwiona oczekiwaniem załoga postanowiła wynająć holownik, który w poszukiwaniu wiatru odholował S/S Plus w morze. Ten manewr powiódł się doskonale i 29 listopada rozpoczął się, jak się później okazało, ostatni rejs tego pięknego żaglowca. Czternaście dni później, w nocy oraz bardzo złych warunkach pogodowych S/S Plus dotarł w pobliże Mariehamn, do Kobba Klintar - Wyspy Pilotów. Piloci byli swego rodzaju przewodnikami doskonale znającymi specyfikę wejścia do portów oraz wszystkie przeszkody nawigacyjne. Podpływające statki czekały na pilota, który wsiadał na statek i wprowadzał go do portu.. Kapitan S/S Plus odpalił rakietę sygnalizacyjną jednak z powodu braku wolnego pilota odpowiedzi nie otrzymał. Miał on do wyboru - albo powrócić w sztormową pogodą w morze, albo podejmując ryzyko, samemu wprowadzić żaglowiec do portu. Mając ogromne doświadczenie zdecydował się na samodzielne wprowadzenie żaglowca do portu, ale tym razem próba okazała się tragiczna w skutkach. Źle obliczył pozycję i wprowadził żaglowiec na skałę. W kadłubie powstała olbrzymia dziura, przez którą woda wdzierała się w szybkim tempie. Kapitan wydał rozkaz wypompowywania wody, ale rychło okazało się, że jest to niewystarczające. Wtedy to wydał kolejny rozkaz rzucenia kotwicy. Jednak i tym razem los okazał się niełaskawy. Kotwica nie znalazła miejsca zaczepienia i wiatr zepchnął PLUSA ze skały. Woda szybko wypełniała kadłub żaglowca, który po 800m dryfowania, zatonął. Ta noc okazała się okrutna dla 12 z 16 członków załogi, którzy nigdy nie dotarli na święta do domów. Czterem pozostałym udało się dostać na brzeg i właśnie z ich relacji historia zatonięcia jest tak dokładnie znana. Na wraku do dziś dnia można zobaczyć praktycznie wszystko co było na żaglowcu owej tragicznej nocy, z wyjątkiem koła sterowego, dzwonu okrętowego i kilku drobiazgów, które znajdują się w Muzeum Morskim w Mariehamn. Ponieważ pozycja wraku jest osłonięta wysepkami, nurkowanie na nim możliwe jest praktycznie przy każdych warunkach pogodowych. Jest to wrak dostępny dla wszystkich nurków, gdyż spoczywa na zboczu na głębokości od 17m do 32m. Wrak spoczywa na dnie przełamany na śródokręciu, dziobem w kierunku brzegu (17m) przechylony na lewą burtę. Nurkowanie możemy rozpocząć od płytkiej części dziobowej lub głębokiej rufy, ponieważ obydwa te miejsca posiadają stałe liny opustowe. Płynąc nad wrakiem możemy oglądać połamane maszty, bogato zdobione zejściówki oraz niezliczoną ilość typowego oprzyrządowania statków żaglowych takiego jak kabestany, bloki czy bomy. Niektóre miejsca wewnątrz wraku, jak choćby nadbudówka dziobowa, są łatwo dostępne i zachęcają do wpłynięcia, wnętrze wraku jest jednak stosunkowo wąskie. Należy także pamiętać o obowiązującym na Alandach zakazie eksploracji wraków. Mimo stosunkowo niewielkiej głębokości obejrzenie całego wraku przy nurkowaniu powietrznym wymaga wykonania obligatoryjnej dekompresji z czym się należy liczyć planując nurkowanie.

W pobliżu S/S Plus leży inny, bardzo nietypowy dla wód Bałtyku wrak Nazwany od miejsca z którego pochodził „Nederland” nie został nigdy zidentyfikowany. Na rufie można jedynie zobaczyć puste miejsce po nazwie. „Nederland” to barka, która wyładowana kostką brukową, próbowała przepłynąć z Finlandii do Szwecji. 18 grudnia 1917 roku, w mgle i silnym wietrze, próbując się przedrzeć przez wyspy archipelagu, wpadła na skałę. Szczęśliwie całej załodze udało się dotrzeć do wyspy skąd też w rozpaczy obserwowała zatonięcie statku. Po 30 godzinach, załoga została uratowana przez parowiec S/S Mira z Raumo. Dziś wrak spoczywa na stępce 26m głębokości będąc doskonałym miejsce dla nurków każdego poziomu wytrenowania. Mimo sporego zniszczenia możemy na nim podziwiać ogromne kotwice i kabestany oraz sporą ilość bloków i innego wyposażenia. Wewnątrz wraku wciąż spoczywa jego ładunek - kostka brukowa, oraz potężny, złożony maszt. Z zachowanych ciekawych elementów wraku na burtach znajdują się typowe dla tamtego okresu podwięzi wantowe. Dobrze zachowana rufa statku oddaje jego rzeczywistą wielkość. Niestety z roku na rok, „Nederland” zapada się coraz bardziej w dno i niewykluczone, że za kilka lat, nic nie pozostanie.

Wrak nie zawsze znaczy stary. M/S Gavle - statek badawczy zbudowany w Szwecji w 1965 roku - zatonął w niezwykły sposób 10 stycznia 1975 roku. Mający blaszany kadłub o długości 52 metrów i 9 metrów szerokości statek, był właśnie po remoncie. Feralnego dnia, kapitan Ulrik Holm popłynął by zabrać z dna sprzęt, za pomocą którego pobierane były próbki do przeprowadzenia analiz wody i dna morskiego. Rankiem, gdy M/S Gavle dotarł na pozycję, wiatr osiągał prędkość 30m/s. Niefortunnie w tym regionie jest kilka zdradzieckich skał ukrytych tuż pod powierzchnią morza. Nagle wiatr porwał statek i „posadził” go na skale. Kapitan natychmiast nadal sygnał S.O.S i choć akcja ratunkowa była bardzo dramatyczna, to udało się uratować wszystkich członków załogi. Po dwóch dniach, gdy pogoda się poprawiła, ratownicy udali się na oględziny statku pozostawionego na skale, jednak okazało się, że M/S Gavle zniknął zagarnięty przez morze. Nurkowanie na tym wraku jest bardzo interesujące ze względu na ogrom rzeczy i szczegółów, które można tam zobaczyć. Tak jak opisywane wcześniej wraki jest on dostępny dla prawie wszystkich nurkujących. Wrak spoczywa w całości, przechylony na lewą burtę na głębokości 26 m. Na wraku pozostały niezłamane maszty oraz olinowanie, z tego powodu należy przygotować się na nurkowanie wśród plątaniny lin. Ze względu na swoją konstrukcję nie stanową one jednak zagrożenia dla nurkujących osób. Na wraku znajduje się za to spora ilość wyposażenia okrętowego, od olbrzymiego silnika począwszy na kluczach zamkniętych w skrzyneczce wiszącej na ścianie skończywszy. Dla bardziej zaawansowanych nurków możliwe jest wpłynięcie do niektórych, częściowo zasłoniętych części wraku i obejrzenie wyposażenia mostka kapitańskiego. Przez odkryte luki ładunkowe można natomiast oglądać wnętrze wraku w wielu łatwo dostępnych miejscach.

Głębsza woda niesie za sobą więcej tajemnic. Nieco głębiej, bo na 45 metrach spoczywa na stępce zbudowany w 1915 roku S/S Hindenburg zatonął mając zaledwie 3 lata. Ten służący dla niemieckiej marynarki wojennej („Kaiserischemarine”) lodołamacz-holownik o napędzie parowym pływał również jako ochrana konwojów. 9 marca 1918 roku, S/S Hindenburg płynął na czele konwoju niemieckich statków wojennych, przedzierając się na południe przez zalodzone i zaśnieżone wody Alandów. Tuż niedaleko Eckerö, napłynął na zamarzniętą w lodzie minę, która uszkodziła jego dziób, powodując natychmiastowe zatonięcie. Trzech członków załogi straciło życie, a pozostali stojąc na lodzie patrzyli jak ich jednostka idzie na dno. S/S Hindenburg jest przepięknym i wyjątkowym wrakiem. Stoi na stępce na głębokości od 37 - 45 metrów. Ma on 51 metrów długości i 13 metrów szerokości. Nurkowanie warto rozpocząć od części rufowej, gdzie rzucają się w oczy charakterystyczne dla statków tego typu, przewymiarowane w stosunku do wielkości jednostki śruba okrętowa oraz płetwa sterowa. Daje to wyobrażenie o potężnej mocy jednostki koniecznej do realizacji postawionego zadania - kruszenia lodu. Wypływając na pokład i przemieszczając się w kierunku równie potężnego dziobu możemy oglądać pozostałości wyposażenia okrętowego. Ze względu na charakter jednostki nawet takie elementy sprzętu jak windy i kabestany sprawiają wrażenie zdecydowanie za dużych. Płynąc dalej spotykamy bogato zdobione drewnem zejściówki oraz kilka otwartych skylightów, przez które możemy zobaczyć to pomieszczenia ładunkowe, to pomieszczeni kuchenne ze znajdującą się w całkiem dobrym stanie zastawą stołową. Spostrzegawczy nurkowie wśród dużej ilości porozrzucanych elementów są w stanie wyłapać wzrokiem takie detale jak zegar pokładowy zatrzymany na godzinie zatonięcia. Na tych, co odważą się wejść do środka czekają takie rarytasy jak działająca kolumna kompasowa. Niestety, ponieważ S/S Hindenburg tonął zanurzając się dziobem w dół, ten równie charakterystyczny element statku spoczywa z dziobem zarytym w piaszczyste dno.
Nurkowanie na tym wraku jest bardzo emocjonujące i ze względu na ilość szczegółów jakie można zobaczyć, zdecydowanie należy tam zanurkować więcej niż raz. Jest to jednak nurkowanie dla doświadczonych nurków i należy się liczyć tak z obligatoryjną dekompresją jak i dokładnym planowaniem gazu.

Kolejnym wrakiem godnym polecenia jest S/S Helge. Ten zbudowany w 1869 roku przez stocznię Henderson, Coulborn & Co z Renfrew w Szkocji parowiec, sprzedany został dla duńskiego armatora, za olbrzymią, na ówczesne czasy, sumę pieniędzy L 14,000. S/S Helge mając 61 metrów długości, 8,5 metra szerokości oraz 4.5m zanurzenia, posiadała dwie czterocylindrowe maszyny parowe, każda połączona osobnym wałem z osobną śrubą napędową. Statek posiadał trzy maszty, mostek kapitański znajdował się pomiędzy pierwszym a drugim masztem a skylighty maszyn parowych pomiędzy drugim a trzecim. Wyporność rejestrowa to 849 BRT oraz 512 NRT. Sprzedany później innemu duńskiemu armatorowi, który przemianował statek na S/S A.Asgeirsson, w lutym 1915 roku, został sprzedany mieszkającemu w finlandzkim Torku baronowi Wrede. Trzeba tutaj wspomnieć, że rok 1915, to czas pierwszej wojny światowej, to również czas, kiedy to na wyspach archipelagu władza należała do Rosji. Zaledwie 2 miesiące po zmianie właściciela, S/S Helge podróżując pomiędzy Szwecją z Finlandią, została zatrzymana przy latarni morskiej Flottjan celem przeprowadzenia rewizji przez niemiecką łódź podwodną U26. Okazało się, że ładunkiem przez nią wiezionym był proch! Wtedy to kapitan niemieckiej łodzi podwodnej wydał rozkaz zatopienia S/S Helge. Łodzie ratunkowe zostały spuszczone na wodę i załoga opuściła statek udając się w stronę Mariehamn, Niemcy zaś zdetonowali ładunek wybuchowy na śródokręciu, zatapiając jednostkę. Choć szkody wyrządzone przez wybuch były ogromne, to kadłub statku nadal stanowi całość. Wrak znajduje się na głębokości 52 metry będąc minimalnie przechylonym na prawą burtę i wystając ponad dno aż do 43m. Nie da się oprzeć wrażeniu, że czas na S/S Helge zatrzymał się w miejscu. Mimo zdecydowanie najbardziej zniszczonej rufy cały czas można odszukać zapasowe koło sterowe czy w końcowej, zniszczonej części wraku podziwiać majestatycznie zdobione drewniane balustradki. Przesuwając się dalej w stronę dziobu oglądamy pozostałości maszynowni z zupełnie niezniszczonymi skylightami. Chociaż w rufowej części za skylightami powinien znajdować się ostatni, trzeci maszt, nie ma po nim żadnego śladu. Za to przesuwając się w stronę dziobu wyraźnie wyłania się środkowy maszt na którym znajdowało się serce statku - dzwon okrętowy Odrobina cierpliwości wystarczy, żeby gdzieś między kabestanem a sterówką statku odnaleźć to, co każdy nurek pragnie zobaczyć - dzwon z napisem S/S Helge!. Jeśli widok dzwonu nie spowoduje zupełnego wyłączenia zmysłów, tuż obok zobaczyć można równie fascynujące podstawowe koło sterowe a tuż pod nim pełne gąsiory wina. Na wytrwałych, którzy postanowili mimo tych widoków popłynąć dalej czeka niesamowity widok dziobnicy statku, z zachowanymi relingami, kabestanami oraz całym wyposażeniem. Spojrzenie z wystającej ponad 10metrów nad dno dziobnicy statku przypomina sławną scenę z „Titanica”
Nurkowanie na S/S Helge mimo bardzo dobrej przejrzystości wody nie należy do najłatwiejszych. Głębokość na jakiej zalega wrak wymaga stosowania obligatoryjnej dekompresji, odpowiedniego planowania gazów oraz zastosowania mieszanin helowych.
Rozmiary wraku oraz ilość detali wartych obejrzenia decyduje, że jedno nurkowanie na S/S Helge to zdecydowanie za mało.

Opisane powyżej wraki, to tylko kilka propozycji nurkowych. W archipelagu znajduje się znacznie więcej wraków udostępnionych do nurkowania i to zarówna w strefie ogólnodostępnej jak i na większych, dostępnych jedynie dla nurków technicznych głębokościach. Każdy wrak, to odrębna historia, historia statków, dowodzących nimi kapitanów, pełniących służbę załóg, a jednocześnie część całości jaką jest historia żeglugi w Archipelagu Wysp Alandzkich. I choć wody Bałtyku nie mają ani koloru ani temperatury Morza Koralowego, warto je odwiedzić!


S/S Helge - Na śródokręciu wraku można odszukać doskonale zachowane, podstawowe koło sterowe.

M/S Gavle - Pochylony na burtę statek stanowi ciekawe miejsc do eksploracji.

Nederland - Mimo sporego zniszczenia możemy wciąż znaleźć sporą ilość bloków i innego wyposażenia.

Hindenburg - "Płynąc dalej spotkamy bogato zdobione drewniane zejściówki".

S/S Helge - W końcowej, zniszczonej części wraku znaleźć można majestatycznie zdobione, drewniane balustradki.

S/S Plus - Iza "Dzidzia" Szewczyk podziwia pozostałości leżącego wewnątrz wraka wyposażenia

Hindenburg - Spostrzegawczy nurkowie, wśród dużej ilości porozrzucanych elementów są w stanie wylapać takie detale jak zegar pokładowy zatrzymany na godzinie zatonięcia...

Hindenburg - Rzucające się w oczy, przewymiarowane w stosunku do wielkości jednostki śruba napędowa oraz płetwa sterowa.

S/S Helge - Odrobina cierpliwości wystarczy, żeby gdzieś pomiędzy kabestanem a sterówką statku znaleźć to, co każdy nurek pragnie zobaczyć...

 Strona istnieje dzięki gościnności firmy PRO-CONTROL Sp. z o.o. dzwiad.com | caramba.pl