O nas Hogarthian Artykuły Warsztat Miejsca Wyjazdy Galerie Linki
     
 

 

Artykuły - Jak powstawała sprężarkownia...  

Nie wszyscy uczestniczyli w tym wiekowym wydarzeniu, a jeśli już, to po położeniu kamienia węgielnego, jakim było wyniesienie wszystkich zalegających gratów z pomieszczenia pretendującego do pełnienia funkcji naszej sprężarkowni. Myślę, że dobrze się stało, że nie widzieli tego początku. Tylko Żaba, Grześ i ja mieliśmy wizje, co do przyszłego wyglądu tego miejsca.

Ale do rzeczy. Wiosna 2004 roku upłynęła nam przy mozolnej pracy związanej z remontem pomieszczenia, które stało się sprężarkownią. Pracy było bez liku. Musieliśmy położyć posadzkę, wyrównać i pomalować ściany, zainstalować sprężarkę, wykonać instalacje pod rampę, itd.
Po wielu wieczorach przepracowanych wspólnie z Żabą, stwierdziliśmy, że potrzeba nam więcej rąk, bo czas nam uciekał, a sezon nadchodził wielkimi krokami. Pewnego kwietniowego piątkowego wieczoru malowaliśmy ściany jakąś mocno pachnącą rozpuszczalnikiem farbą i zaraz potem zadzwoniliśmy do Lennego, żeby zwerbować go do pracy. Możecie tylko się domyślać ile było śmiechu, kiedy rozmawiając z nim plątały nam się języki, co Leny odczytał jako piątkowe towarzyskie spotkanie przy piwie i snucie nurkowych historii, niż jako ciężką mozolną robotę.

Umówiliśmy się na rano w sprężarkowni. Zadań było kilka:

  • przekucie się przez ścianę celem wyprowadzenia instalacji doprowadzającej powietrze do sprężarki,
  • zamocowanie i poprowadzenie tego całego układu w sposób, który zapewni bezpieczeństwo użytkownikom,
  • dokończenie malowania,
  • poprawienie instalacji elektrycznej.

Nie będę was zanudzał opisami dantejskich scen, jakie się rozgrywały podczas przekuwania otworów. W każdym razie po bliżej nie określonym, ale na pewno za długim czasie przedsięwzięcie to zakończyło się prawie pełnym sukcesem, tzn. otwór powstał, ale nie do końca był symetryczny po obu stronach ściany. No trudno, najważniejsze, że spełniał zadanie a reszta to już tylko pianka montażowa i szpachla, trochę farby i gotowe. Przy okazji tej i wielu innych prac odżywały wszystkie stare teksty w jakikolwiek sposób odnoszące się do sytuacji, np. zostaw, tego i tak się nie da już uratować albo olej nikt z tego nie będzie strzelał. Do pracy zagrzewały nas (poza pasją, oczywiście) lampa łukowa, gęste opary farby olejnej oraz świadomość, że kiedyś będziemy o tym wnukom opowiadać. Podobnych temu spotkań odbyło się jeszcze kilka.

Jak to zwykle przy takich przedsięwzięciach bywa, co chwila nam czegoś brakowało i kursowaliśmy jak opętani między sprężarkownią, OBI a Practiker-em.

Największe wrażenie zrobiło malowanie podłogi. Wszelkie mity o narkozach azotowych, prawach jednego martini, co dziesięć metrów itd. możecie sobie w buty włożyć ? polecam malowanie podłogi w nie za dużym pomieszczeniu, klęcząc na kolanach z nosem przy malowanej powierzchni.

Pomimo zamroczenia, sprawnie się podzieliliśmy resztą prac, Żaba poprawił instalacje elektryczną (prąd nie tyka elektryka :-) ), a także uruchomił instalację do przetaczania O2 i He. Ja dokończyłem malowanie pomieszczenia, w którym niebawem miała stanąć sprężarka, a Lenny zaszpachlował i malował ściany. Jako, że mieliśmy straszne ?ciśnienie? czasowe, każdego dnia ktoś był w sprężarkowni i muszę przyznać, że na efekty pracy nie trzeba było długo czekać. Pomieszczenie przeobraziło się ze śmietnika w prawdziwą mieszalnię gazów i sprężarkownię.

Pozostało jeszcze zainstalować kompresor, zrobić jego przegląd, no i zamocować butle z O2 oraz He. Ot, jeszcze jeden robotniczy poranek i to, co na początku wydawało się wizją stało się faktem.

Ten okres, zawsze będzie nam się kojarzył z niedospanymi nocami, pogonią z pracy do następnej roboty, zapachem farby olejnej, permanentnym kurzem, utyskiwaniem kobiet, że nie ma nas w domu oraz poganiającym Żabą, który chciałby najlepiej wszystko skończyć w dwa dni.

Oczywiście należy zaznaczyć, iż w okresie intensywnych prac przez „gazownię” przewijali się inni grupowicze, każdy wniósł jakiś wkład w to pomieszczenie i tylko dzięki temu zaangażowaniu po około 2 tygodniach można było zacząć mieszać gazy - sąsiedzi Grzesia odetchnęli i odstawili stopery do uszu na półkę, a my zyskaliśmy... sami zobaczcie.




Tomek „Tommy” Trębacz




Generalnie panował lekki nieporzšdek...


Prezes przy pracy...


Tak nasza sprężarkownia wygladała przed akcjš...


Drugi prezes...


Coœ, co miało przypominac czystš œcianę...


Sprzęt przed instalacjš...


Pomieszczenie na kompresor było magazynem butli...


Sprzęt nurkowy...


Instalacja gazowa prawie skończona...


 Strona istnieje dzięki gościnności firmy PRO-CONTROL Sp. z o.o. dzwiad.com | caramba.pl