Przemyślenia na temat profili wynurzania z nurkowań dekompresyjnych
Richard L. Pyle
Wersja polska Izabela Kapuściarek
Hogarthian Divers, sierpien 2005
Artykuł w formacie .pdf
Zanim zacznę, chciałbym, żeby jedno było jasne: kolekcjonuję ryby (tj. jestem ichtiologiem).
W kontekście tego tekstu oznacza to dwie rzeczy: po pierwsze, spędzam masę czasu pod wodą;
po drugie, choć jestem biologiem i mam jakieś pojęcie o fizjologii zwierząt, nie jestem
znawcą fizjologii dekompresji. Postarajcie się o tym pamiętać, czytając to, co napisałem.
Zanim jeszcze wprowadzono pojęcie ”nurkowanie techniczne”, robiłem więcej nurkowań na
głębokości 55–66 metrów, niż by się dało spamiętać. Dzięki ogromnej liczbie nurkowań,
po jakimś czasie zacząłem zauważać pewne zależności. Dość często po takim nurkowaniu
czułem się źle i byłem zmęczony. Objawy te w oczywisty sposób wiązały się z
przesyceniem gazem obojętnym, nie zaś z fizycznym wysiłkiem w czasie
nurkowania ? symptomy były generalnie znacznie poważniejsze po mniej niż godzinnym
nurkowaniu na 60 metrów niż po 4–6 godzinach spędzonych na płytszej wodzie.
Co ciekawe, objawy nie pojawiały się zawsze. Czasem nie czułem ich w ogóle,
kiedy indziej znów byłem po nurkowaniu tak senny, że z trudem powstrzymywałem
się przed zaśnięciem za kierownicą w drodze do domu. Usiłowałem znaleźć zależność
pomiędzy dokuczliwością symptomów a rozmaitymi czynnikami, takimi jak głębokość nurkowania,
dodatkowy czas spędzony na przystanku dekompresyjnym na trzech metrach, siłą prądu,
przejrzystością wody, ilością snu poprzedniej nocy, poziomem odwodnienia... co
tam wam jeszcze przyjdzie do głowy... ale żaden z tych oczywistych czynników nijak
się miał do moich dolegliwości. W końcu znalazłem ? ryby! Właśnie tak? po
nurkowaniach, na których udało mi się złapać jakąś rybę nie miałem praktycznie
żadnych objawów. Po nurkowaniach, na których nie złapałem nic, objawy były dość
uciążliwe. Siła tej zależności była zdumiewająca.
Problem tylko w tym, że nie miało to najmniejszego sensu. Dlaczego moje dolegliwości
miałyby mieć cokolwiek wspólnego z łapaniem ryb? W gruncie rzeczy można by się
spodziewać gorszego samopoczucia po nurkowaniach z rybami, w końcu poziom wysiłku
na dnie był wtedy wyższy (nie tak łatwo jest złapać rybę). Była jednak jeszcze
jedna różnica. Jak pewnie wiecie, większość ryb ma wypełniony gazem organ, zwany
”pęcherzem pławnym” – taki rybi przyrząd do regulacji pływalności. Jeśli rybę
wyciągnąć z głębokości 60 metrów bezpośrednio na powierzchnię, pęcherz rozszerzy
się, zwiększając mniej więcej siedmiokrotnie swoją pojemność i zmiażdży inne
narządy. Ponieważ zależało mi na zachowaniu moich ryb przy życiu, musiałem
zatrzymywać się w czasie wynurzenia i nakłuwać pęcherz pławny igłą do zastrzyków,
żeby usunąć nadmiar gazu. Zwykle było to konieczne znacznie poniżej mojego
pierwszego wymaganego przystanku dekompresyjnego. Na przykład w czasie
przeciętnego nurkowania na 60 metrów, mój pierwszy przystanek dekompresyjny
był na głębokości ok. 15 metrów, ale ze względu na ryby zatrzymywałem się
na głębokości 39 metrów. W efekcie profil każdego nurkowania, na którym złapałem
ryby, zawierał dwu- lub trzyminutowy przystanek znajdujący się znacznie głębiej,
niż pierwszy ”wymagany” przystanek dekompresyjny. To jednak też niestety
kompletnie nie miało sensu. Jeśli rozważyć to jedynie w kategoriach gazu
rozpuszczonego we krwi i w tkankach (a takie podejście przyjmują prawie wszystkie
wykorzystywane współcześnie algorytmy dekompresyjne), dodanie głębokiego
przystanku powinno pogłębić problemy, ponieważ prowadzi do przedłużenia
czasu spędzonego na większej głębokości.
Jako osoba, która z zasady bardziej skłonna jest wierzyć w to, co się
wydarza, aniżeli w to, co się zgodnie z teorią wydarzać powinno, postanowiłem
zacząć dodawać głębokie przystanki do wszystkich moich nurkowań dekompresyjnych,
niezależnie od tego, czy łapałem jakieś ryby, czy też nie. I wiecie co?
Moje zmęczenie całkowicie znikło! To było po prostu zdumiewające!
Nagle okazało się, że mogę popracować trochę po południu lub wieczorem tego
samego dnia, którego rankiem robiłem głębokie nurkowanie. Zacząłem opowiadać
ludziom o moim niezwykłym odkryciu, ale zawsze spotykałem się ze sceptycyzmem,
czasem musiałem wręcz wysłuchiwać kostycznych kazań ”ekspertów”, tłumaczących
mi, jak muszę się mylić. ”To chyba oczywiste – mówili – że powinieneś
wynurzyć się z głębokiej wody tak szybko, jak to możliwe, żeby zminimalizować
dodatkowe nasycenie gazem”. Jako osoba, która niespecjalnie lubi się kłócić,
po prostu przestałem mówić o moich ”głębokich przystankach dekompresyjnych”.
Z upływem lat byłem jednak coraz bardziej przekonany, że głębokie przystanki
zmniejszają prawdopodobieństwo choroby dekompresyjnej (DCS). We wszystkich
przypadkach, kiedy zdarzyło mi się mieć jakiekolwiek dolegliwości po nurkowaniu,
od zmęczenia, poprzez ból barku, po jeden przypadek porażenia kończyn, były to
nurkowania, na których pominąłem głęboki przystanek dekompresyjny.
Będąc z zawodu naukowcem, czuję że muszę rozumieć mechanizmy rządzące obserwowalnymi
zjawiskami. W efekcie mocno mnie trapił pozorny paradoks tkwiący w moich profilach
dekompresyjnych. Aż usłyszałem kiedyś prezentację dr Davida Younta na mityngu
Amerykańskiej Akademii Nauk Podwodnych (AAUS) w 1989 roku. Tym, którzy o nim
nie słyszeli, wyjaśniam – dr Yount jest profesorem fizyki na Uniwersytecie
Hawajskim, jednym z twórców dekompresyjnego Modelu Zmiennej Przepuszczalności
(Varying Permeability Model – VPM). Model ten uwzględnia obecność mikropęcherzyków
(gazowych przestrzeni we krwi i w tkankach) oraz czynniki, które decydują o
wzroście i zaniku tych pęcherzyków w czasie dekompresji. W rezultacie model
VPM wymaga początkowych przystanków dekompresyjnych na głębokościach znacznie
większych, niż rekomendowane przez modele neo–haldanowskie (czyli oparte na
”przedziałach tkankowych”). W końcu zacząłem dostrzegać w tym wszystkim jakiś sens.
(Dobry przegląd modelu VPM można znaleźć w szóstym rozdziale ”Hyperbaric
Medicine and Physiology” Younta, wydanej przez Best Publishing w 1988 roku.)
Skoro już wiecie, że nie jestem ekspertem od fizjologii nurkowania, pozwólcie
mi wyjaśnić, o co w tym chodzi w sposób, który każdy wyedukowany nurek powinien
zrozumieć. Po pierwsze większość czytelników powinna zdawać sobie sprawę z
faktu, że pęcherzyki we krwi wykrywane są po większości nurkowań – również
po tych ”bezdekompresyjnych”. Pęcherzyki są obecne – po prostu nie zawsze
prowadzą do pojawienia się symptomów DCS. Większość głębokich nurkowań dekompresyjnych
wykonywanych przez nurków ”technicznych” (w przeciwieństwie do nurków zawodowych
i wojskowych) nie jest nurkowaniami saturowanymi. Innymi słowy charakteryzują
się one stosunkowo krótkim czasem dennym (w tym kontekście dwugodzinne nurkowanie
na 90 metrów należałoby uznać za nurkowanie ”krótkie”). W zależności od głębokości,
czasu nurkowania i wykorzystanych mieszanek, w przypadku takich nurkowań każdy
model gazu rozpuszczonego wygeneruje profil z relatywnie długim (w sensie głębokości,
nie czasu) wynurzeniem od dna do pierwszego przystanku dekompresyjnego. Im krótszy
czas denny, tym większy będzie ten dystans. Potoczne myślenie każe ”zmykać z głębokiej
wody” tak szybko, jak tylko się da, żeby zminimalizować dodatkowe nasycenie gazem.
Wielu uważa wręcz, że podczas głębszej fazy wynurzenia należy wynurzać się z
większą prędkością. Większość nurków notorycznie wynurza się dramatycznie zmniejszając
ciśnienie otoczenia w stosunkowo krótkim czasie – po prostu ”zmykają z głębokiej wody”.
I w tym, moim zdaniem, tkwi problem. Może wynika to z czasu, który jest konieczny
by krew opłynęła cały układ krążenia nurka. Może chodzi o maciupeńkie pęcherzyki
powstające podczas przepływu krwi przez serce i rozszerzające się w wyniku dyfuzji
gazu z otaczającej je krwi. Jakakolwiek jest podstawa fizjologiczna, jestem przekonany,
że pęcherzyki powstają i zaczynają rosnąć właśnie w tej początkowej, ciągłej
fazie wynurzenia z głębokości. W ciągu ostatniego roku dowiedziałem się o fizyce
pęcherzyków więcej, niż by mi się chciało tu pisać – pozostawię to komuś, kto
naprawdę się na tym zna. Póki co niech nam wystarczy informacja, że to, czy
pęcherzyk zacznie rosnąć, czy zanikać, zależy od wielu złożonych czynników,
między innymi od jego wielkości w danym momencie. Mniejsze pęcherzyki mają tendencję
do zanikania w czasie dekompresji, a większe skłonne są rosnąć, prowadząc być
może do DCS. By więc zmniejszyć ryzyko DCS należy dbać o to, by pęcherzyki były
jak najmniejsze. Szybkie wynurzenie z głębokiej wody do pierwszego wymaganego
przystanku dekompresyjnego bynajmniej w tym nie pomaga! Niewykluczone, że spowolnienie
początkowego wynurzenia do pierwszego przystanku (na przykład poprzez dodanie
jednego lub kilku głębokich przystanków dekompresyjnych) pozwala na utrzymanie rozmiaru
pęcherzyków na poziomie wystarczająco niskim, by kurczyły się podczas pozostałych
przystanków dekompresyjnych.
Jeśli tak jest rzeczywiście, to podejrzewam że ogromna wielość przypadków choroby
dekompresyjnej wiąże się bardziej z profilem wynurzenia od dna do pierwszego przystanku,
aniżeli z resztą profilu dekompresyjnego. DCS jest niezwykle złożonym
zjawiskiem – tak złożonym, że nawet najlepsi fizjologowie nurkowi nie byliby w
stanie jej wyjaśnić. Nieszczęście polega na tym, że najprawdopodobniej nigdy
nie zrozumiemy jej do końca, głównie przez to, że nasze organizmy stanowią
niewiarygodnie chaotyczne środowisko i ten poziom chaosu utrudnia jakiekolwiek
próby przewidywania i unikania choroby dekompresyjnej. Niemniej jednak wierzę
że my, nurkowie dekompresyjni nie wykonujący nurkowań saturowanych, możemy
zmniejszyć ryzyko DCS, o ile zmienimy sposób, w jaki przeprowadzamy początkową
fazę naszego wynurzenia.
Niektórzy z was mogą teraz myśleć ”Ale przecież on nie jest żadnym ekspertem
od fizjologii nurkowania – dlaczego miałbym mu wierzyć?” Jeśli tak myślisz, to
dobrze – dokładnie to chciałbym, żebyś myślał, bo nie powinieneś ufać tylko
mnie. Dlaczego by więc nie zajrzeć do wrześniowego ('95) numeru DeepTech (Nr 3)
i nie przeczytać artykułu Bruce'a Weinke? Zawiera on trochę wyrafinowanych
zawiłości, więc czytaj go po prostu na okrągło, tak długo, aż zrozumiesz. Zadzwoń
też może do aquaCorps i zamów kasetę numer 9 (”Pęcherzykowe strategie dekompresyjne”)
z konferencji tek.95 i posłuchaj, jak Eric Maiken wyjaśnia parę rzeczy na temat
fizyki gazu, o których najprawdopodobniej nie miałeś wcześniej pojęcia. A skoro
już przy tym jesteś, to zamów sobie jeszcze kasetę z sesji ”Zrozumieć tabele
trimiksowe” z konferencji tek.96. Będziesz mógł posłuchać wykładu Andre Galerne'a
(wg niektórych ”ojca trimiksu”) na temat dramatycznego spadku liczby przypadków
DCS po wprowadzeniu dodatkowych głębokich przystanków dekompresyjnych, poza
wymaganymi przez tabele. Na tej samej kasecie Jean-Pierre Imbert z COMEX-u
(francuska firma prowadząca jedne z najgłębszych nurkowań na świecie) opowiada
o całkowicie nowym podejściu do profili dekompresyjnych, uwzględniającym początkowe
przystanki na głębokościach znacznie większych, niż wymagane przez większość tabel.
Zapytaj George'a Irvine'a co miał na myśli pisząc w styczniowym ('96) numerze
DeepTech (Nr 4), że dodaje do swojego planu ”trzy lub cztery krótkie głębokie
przystanki przed wynurzeniem się do pierwszego przystanku rekomendowanego przez
każdy z programów [dekompresyjnych]”. Jeśli i to ci nie wystarczy, zajrzyj do
magazynu Alert Diver ze stycznia / lutego 1996; w artykule wstępnym dr Peter
Bennett rozważa tę samą kwestię, tyle że w kontekście nurkowań rekreacyjnych.
Jeśli trzeba ci artykułu, który otworzy ci oczy, postaraj się znaleźć raport
LeMessuriera i Hillsa na temat zwyczajów rybaków z Torres Strait (wymieniony
w bibliografii do tego artykułu). Listę tę można ciągnąć. Rzecz w tym, że nie
jestem osamotniony w moim przekonaniu co do zasadności wprowadzenia głębokich
przystanków dekompresyjnych.
Wciąż sceptyczny? Pozwolę sobie zapytać: czy wierzysz, że tak zwane ”przystanki
bezpieczeństwa” przeprowadzane po tak zwanych ”nurkowaniach bezdekompresyjnych”
zmniejszają prawdopodobieństwo wystąpienia DCS? Jeśli nie, to powinieneś zapoznać
się ze statystykami opracowywanymi przez Diver's Alert Network. Jeśli tak, to
znaczy że już robisz ”głębokie przystanki” podczas swoich ”nurkowań bezdekompresyjnych”.
Jeśli to ma ci poprawić samopoczucie, możesz sobie nazywać dodatkowe głębokie
przystanki dekompresyjne ”głębokimi przystankami bezpieczeństwa”, które wykonuje
się przed wynurzeniem do pierwszego ”wymaganego” przystanku dekompresyjnego.
Pomyśl o tym tak: twój pierwszy ”wymagany” przystanek dekompresyjny jest
funkcjonalnym odpowiednikiem powierzchni z nurkowania przeprowadzonego do
bezwzględnej granicy ”bezdekompresyjnego” czasu dennego. Czy nie uznałbyś,
że ”przystanek bezpieczeństwa” po nurkowaniu ”bezdekompresyjnym” jest niezwykle
ważnym elementem w przypadku osiągnięcia granicy ”bezdekompresyjnej”?
Niektórzy z was mogą myśleć ”ja już robię przystanki bezpieczeństwa na moich
nurkowaniach dekompresyjnych – zawsze zatrzymuję się 3 lub 6 metrów poniżej
pierwszego wymaganego przystanku”. Choć to krok we właściwym kierunku, nie do
końca to mam tu na myśli. ”Czemu nie?”, zapytasz. ”W czasie nurkowań bezdekompresyjnych
przeprowadzam mój przystanek bezpieczeństwa na głębokości 6 metrów. Dlaczego
nie miałbym robić mojego głębokiego przystanku bezpieczeństwa 6 metrów poniżej
pierwszej wymaganej głębokości?” Już ci mówię, dlaczego – bo przystanki bezpieczeństwa
zapobiegać mają wzrostowi pęcherzyków, a wzrost pęcherzyków jest częściowo
funkcją zmiany ciśnienia otoczenia. Załóżmy, że po nurkowaniu na 23 metrów
robisz przystanek bezpieczeństwa na głębokości 6 metrów. Ciśnienie otoczenia
na poziomie morza wynosi 1 ATA. Ciśnienie otoczenia na głębokości 23 metry
to około 3.3 ATA, a na głębokości przystanku bezpieczeństwa, tj. 6 metrów – 1.6 ATA,
co z grubsza odpowiada połowie dystansu pomiędzy 3.3 a 1 ATA. A teraz przyjmijmy,
że nurkujemy na głębokość 60 metrów (około 7 ATA), a twój pierwszy wymagany
przystanek dekompresyjny znajduje się na głębokości 15 metrów (około 2.5 ATA).
Połowa dystansu (ciśnienia) pomiędzy tymi punktami to 4.75 ATA, czyli nieco
mniej niż 39 metrów. W czasie takiego nurkowania powinieneś więc zrobić głęboki
przystanek bezpieczeństwa na głębokości 39 metrów – dokładnie na takiej zwykłem
się zatrzymywać, by wbijać igłę od strzykawki w moje rybki.
Oczywiście fizyka i fizjologia są znacznie bardziej skomplikowane. Może być
i tak, że połowa ciśnienia otoczenia wcale nie stanowi najlepszej głębokości dla
przeprowadzenia przystanku bezpieczeństwa – właściwie to mogę was niemal
zapewnić, że jest inaczej. O ile dobrze rozumiem pęcherzykowe modele dekompresyjne,
głębokość początkowych przystanków dekompresyjnych powinna być funkcją absolutnej
zmiany ciśnienia otoczenia, a nie proporcjonalnej zmiany ciśnienia otoczenia,
w efekcie przystanki dla większości nurkowań dekompresyjnych powinny być
przeprowadzone jeszcze głębiej, niż w połowie ciśnienia otoczenia. Mam jednak
niestety poważne wątpliwości, czy komputery nurkowe zaczną wykorzystywać algorytmy
dekompresyjne oparte na modelach pęcherzykowych, przynajmniej w ich pełnej formie.
Nim to nastąpi, jako nurkowie dekompresyjni potrzebujemy prostej reguły, której
przestrzeganie nie wymaga dużej mocy przeliczeniowej, ani komputera. Być może
najlepszą metodą byłoby spowolnienie pierwszej, głębokiej fazy wynurzenia. Niestety
jest to dość trudne, zwłaszcza w toni. Zamiast tego można moim zdaniem zastosować
jeden lub kilka dyskretnych, krótkich przystanków przerywających te długie wynurzenia.
Czy jest to fizjologicznie poprawne, czy nie, możesz o nich myśleć jako o postojach,
pozwalających organizmowi ”nadgonić” zmieniające się ciśnienie otoczenia.
A oto moja metoda wyznaczania głębokich przystanków bezpieczeństwa:
- Wyliczyć profil dekompresyjny planowanego nurkowania, wykorzystując program,
którego używamy standardowo.
- Wziąć odległość pomiędzy głębokością nurkowania (w momencie rozpoczęcia wynurzenia)
a pierwszym ”wymaganym” przystankiem dekompresyjnym i znaleźć środek pomiędzy nimi.
Można znaleźć środek ciśnienia otoczenia, ale w przypadku większości nurkowań
”technicznych” połowa odległości jest wystarczająco dokładnym przybliżeniem, a
przy tym łatwiej ją wyliczyć. W ten sposób wyznaczamy pierwszy głęboki przystanek
dekompresyjny. Powinien on trwać około 2-3 minut.
- Przeliczyć powtórnie profil dekompresyjny po uwzględnieniu głębokiego przystanku
w profilu (większość programów pozwala na generowanie profili wielopoziomowych).
- Jeśli odległość pomiędzy pierwszym głębokim przystankiem bezpieczeństwa a pierwszym
”wymaganym” przystankiem jest większa niż 9 metrów, dodać drugi głęboki przystanek
bezpieczeństwa w połowie odległości pomiędzy pierwszym głębokim a pierwszym wymaganym przystankiem.
- Powtarzać procedurę tak długo, aż odległość pomiędzy ostatnim głębokim przystankiem
bezpieczeństwa a pierwszym ”wymaganym” przystankiem będzie mniejsza niż 9 metrów.
Wyobraź sobie na przykład, że planujesz nurkowanie trimiksowe na głębokość 90 metrów,
a twój program oznajmia, że twój pierwszy ”wymagany” przystanek znajduje się na
głębokości 30 metrów. Powinieneś przeliczyć profil dodając krótkie (dwuminutowe)
przystanki na głębokości 60, 45 i 39 metrów. Oczywiście, ponieważ twój program
zakłada, że na tych głębokościach wciąż nasycasz się gazem, reszta wyliczonej
dekompresji będzie nieco dłuższa niż byłaby, gdybyś tych przystanków nie robił.
Zgodnie jednak z moim doświadczeniem, a także z doświadczeniem wielu innych,
spadek ryzyka DCI jest wart ceny, jaką jest przedłużenie czasu dekompresji.
Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że zalety głębokich przystanków są tak
duże, że zasadniczo można by zredukować całkowity czas dekompresji (poprzez
skrócenie płytkich przystanków) i wciąż cieszyć się niższym prawdopodobieństwem
choroby dekompresyjnej – ale dopóki ktoś nie wesprze tej tezy dowodami, zdecydowanie
powinniście dla własnego bezpieczeństwa pogodzić się z dłuższym czasem dekompresji.
I ostatnia sprawa. Jak wiedzą wszyscy, którzy czytają moje posty na nurkowych
listach dyskusyjnych, jestem zagorzałym zwolennikiem osobistej odpowiedzialności
w nurkowaniu. Jeśli zdecydujesz się zastosować do moich wskazówek i wprowadzić
głębokie przystanki dekompresyjne do swoich nurkowań dekompresyjnych, bardzo
mnie to cieszy. Jeśli postanowisz nadal przestrzegać profili generowanych przez
twój program komputerowy, też mi to nie przeszkadza. Cokolwiek jednak zrobisz,
jesteś całkowicie i wyłącznie odpowiedzialny za to, co ci się przytrafi pod
wodą. Jesteś w końcu ssakiem lądowym i nikt ci nie każe pchać się pod wodę!
Jeśli nie jesteś w stanie sprostać tej odpowiedzialności, trzymaj się od
wody z daleka. Jeśli dostaniesz DCS po nurkowaniu, w czasie którego przeprowadzisz
głębokie przystanki bezpieczeństwa, wyliczone zgodnie z moją metodą, będzie to
wyłącznie twoja wina, skoro byłeś wystarczająco głupi, żeby stosować się do
dekompresyjnych wskazówek kolekcjonera ryb!
O tłumaczce:
Izabela Kapuściarek jest psychologiem ewolucyjnym i społecznym, zajmującym się
badaniami rynku w globalnym marketingu firmy Shell, a dla przyjemności nurkowaniem.
Posiada stopien IANTD Advanced Nitrox i PADI Divemaster, obecnie przygotowuje się
do nurkowań technicznych i jaskiniowych. Członek grupy Hogarthian Divers.